„Nie ma sprawy, ojcze! Podwiozę księdza.”
Ksiądz wsiadł, a kierowca ruszył dalej.
Nagle zauważył przy drodze prawnika i odruchowo skręcił, żeby go potrącić.
W ostatniej chwili przypomniał sobie, że wiezie księdza, więc odbił z powrotem.
Mimo to usłyszał głośne „ŁUP!”.
Spojrzał w lusterko, nic nie zobaczył i powiedział:
„Przepraszam, ojcze. Prawie potrąciłem tego prawnika.”
„Nic nie szkodzi” – odparł ksiądz.
„Dostałem go drzwiami.”